Whiskey

 

Studio chyba wywoluje u mnie jakas forme klaustrofobii. Ciagle brakuje mi w nim miejsca. Jeszcze ten koncept ze “slonce” moge sobie przesuwac do okola jest jakis dla mnie nie wygodny, zbedny wrecz. Odciaga od zdjecia. Trudno sie przestawic z adaptacji do warunkow swiatla naturalnego do pelnej kontroli nad swiatlem. Pomijam juz ze modyfikatory swiatla, proporcje, odleglosci, przeslony. Nie ze tego nie ogarniam, bo to proste rzeczy sa, ale to wszystko zajmuje tyle czasu ze w koncowym rozliczeniu szkodzi zdjeciom, albo mojej cierpliwosci a ja przeciez strasznie cierpliwym czlowiekiem jestem. Nawet jesli to tylko 15 minut, to i tak o te 15 minut za duzo. Wszystkie te zmiany w trakcie, korekty, dekoncentrowanie siebie. Te wszystkie testy swiatla, ekspozycji, zmiekczanie, caly ten techniczny bajzel. Ze streetu mi sie chyba wzielo, kazda ulica, inne swiatlo, inni ludzie, inne rzeczy wplywaja na siebie jak reakcja lancuchowa. W studiu, statycznosc. Mono. Calkiem inna filozofia i podejscie do fotografowania. No ale co by nie marudzic, to wszystko jest spoko i do zrobienia. Tylko ta durna klaustrofobia, brak przestrzeni. A ja nawet nie jestem klaustrofobikiem. Stoisz w studio i poprostu no nie masz miejsca w glowie by cos pomyslec, ogarnac. Wsumie dobrze. Zawsze to cos nowego. Adaptacja zaawansowana. Survajval.

Comments are closed.